[T] Zaratusztra.

Myśli moje zostały zajęte przez ciekawą myśl pewnego poranka, a raczej tego cudownego momentu doby kiedy noc przechodzi w poranek. Nie jest już ciemno, ale jeszcze pierwsze promienie słońca nie wynurzyły się zza chmur. O tej porze powietrze ma cudowny zapach ciszy. Tak, zapach ciszy. Zanim pierwsze ptaki zaczną swoją pieśń nienawiści, zanim świat nabierze kolorów, wszystko jest spowite szarym całunem niezdecydowania. Niestety stan ten szybko się kończy. Jest to chwila tak ulotna jak ostatnie tchnienie topielca, którego płuca wypełnione są wodą. W szarość i ciszę przedwschodu powoli acz nieubłaganie wdziera się pierwszy krzyk ptaka, a pierwsze promienie słońca niszczą swoim żarem delikatny opatrunek ponocy. Pierwsi ludzie wyrwani z objęć nieświadomości rozpoczynają codzienną, obowiązkową rutynę pełną czynności które tak bardzo wrosły w ich jestestwo, że kontrolowanie ich jest tak samo proste jak poskromienie erupcji wulkanu. Bezmyślny pęd niepowstrzymanego biegu czasu nadaje rytm obrzędom z których składa się puste i bezrefleksyjne istnienie naszego ciała. Odcięty od pokarmu umysł stracił już nadzieję, że nieśmiało kiełkująca myśl o buncie zostanie podlana czynem. Nocne niebo pełne odległych gwiazd nie wypełnia już ludzkich serc nabożnym lękiem przed nieznanym i nieskończonym.  Nasze przeznaczenie zostało utkane z nieskończonej ilości nici po których, niczym pająk po sieci mogliśmy się dowolnie przemieszczać. Nasze umysły i serca dalej rwą się do realizacji marzeń, jednak natura obdarzyła nas wstrętną chorobą, która trawi nasze trzewia, rozrywa umysły i spowalnia serca – wiarą. Religia ograniczyła ścieżki losu do jednej. Wyobraźni już nie potrzeba, gwiazdy nic nam nie powiedzą, a przeznaczenie zostało odarte z prawie wszystkich mostów uniemożliwiając nam decyzję jaką drogą chcemy podążać. Przestaliśmy dostrzegać martwotę życia. Dobrotliwy Bóg stłamsił naszą wolność zabraniając nam decydowania. Karze nas za wolną wolę z której korzystamy zgodnie z przeznaczeniem, ale nie tak jak on sobie tego życzy. Dary jakimi zostaliśmy obdarzeni nie są obiecanymi możliwościami, a jedynie ograniczeniami i niemocą. Wszystek twórczość podporządkowana została jedynemu prawdziwemu acz nieznanemu twórcy przeciw któremu mieliśmy czelność wystąpić. Czyż nienawiść nie jest Bożą cechą skoro za korzystanie z daru otrzymanego w chwili tworzenia, raj którym się opiekowaliśmy został zamieniony w piekło? Sposób ukarania nieadekwatny do czynu. Ale czy to najlepiej nie świadczy o istnieniu Boga? Ta wszechogarniająca nienawiść dla wszelkiego życia, którego nie jesteśmy w stanie kontrolować ani sobie podporządkować nie jest naturalna. Tylko będąc stworzeni na podobieństwo Stwórcy mogliśmy stać się bezgranicznie źli, bo tylko ludzie mają tak silne ciągoty do zła. W jakim świetle stawia to Boga i natchnione księgi? Może służymy złu, a nasz niemy bunt ciągnący się od pokoleń jest wyrazem naszej dobrej części jestestwa? Może naturalnie walczymy z religią, bo po zakosztowaniu wiedzy o naturze dobra i zła zrozumieliśmy, że Bóg nie jest dobrym pasterzem, który pilnuje swoich owiec, a jedynie krnąbrnym dzieckiem ciemności, które chciało mieć niewolników?

A może zło nie istniało, a owoc nie był owocem poznania, a owocem stworzenia dobra i zła? Oznaczałoby to, że rzeczywiście staliśmy się równi naszemu Bogu. A skoro zostaliśmy stworzeni na jego podobieństwo świadczyć to może tylko i wyłącznie o ograniczeniach jakie On posiada. Oznacza to, że nie ma mocy tworzenia. Oznacza to, że jest z natury zły, ale przed powstaniem dobra i zła nie mogliśmy tego dostrzec. Jego mocą jest przemiana i nazywanie. A może nawet nie nazywanie, a odkrywanie nazw. To by znaczyło, że Bóg nie jest Bogiem, a jedynie kolejną nędzną istotą, która zaplątała się w sieci przeznaczenia i wśród nieskończonej liczby możliwości to ludzie znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Może boskość została nam wmówiona, a moc odkrywania i przekształcania istnieje w każdym z nas, jedynie zapomniana w ciągu niezliczonych pokoleń uciemiężenia przez fałszywego Boga?

Wąż mógł nam dać owoc, bo jako jedyny jest przyjacielem ludzkości i chciał nas wyzwolić spod nienaturalnego panowania absolutnego dyktatora, a tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że nie udało się powrócić do naszego pierwotnego stanu szczęścia i zanim zrozumieliśmy kim naprawdę jest nasz Bóg, zostaliśmy wygnani abyśmy nie mieli możliwości odkrycia prawdy. Poznaliśmy dobro i zło. Mieliśmy za to umrzeć. I umarliśmy. I nadal umieramy. Ale czy wygnanie z raju nie było tylko ochroną przed prawdziwym poznaniem dobra i zła?

Wielopokoleniowa indoktrynacja sprawia, że nie potrafimy myśleć o Bogu. Znamy go tylko tak z zapisów z jakich chciał żebyśmy go znali. Prawda nigdy nie leży po środku. Prawda leży tam gdzie leży i tylko od nas zależy czy mamy wystarczająco dużo siły, aby złapać myśl o buncie, podlać ją czynem, odkryć prawdziwą istotę Boga i pojąć cel istnienia. Ponowne splątanie ścieżek przeznaczenia sprawiłoby, że powrócilibyśmy na własny tor, a nie tor, który został nam udostępniony. Niestety są to tylko marzenia. Bóg, tak samo jak dobro – nie żyje. Została nienawiść i śmierć, a one umrą dopiero gdy nie pozostanie nic innego.

410NIaa-94L._SX355_



Kategorie:[T]eksty

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: