[T] Śmierciarka.

Pustka zawsze przychodzi o tej samej porze, a jej nieodłączną towarzyszką jest refleksja. Przedsen precyzyjnie wyznacza przyjście nierozłącznych przyjaciółek. Pustka, delikatna niczym mgła, otula całe moje jestestwo tak jak beznadzieja dopada świątobliwego mnicha, który się orientuje, że życie poświęcił kłamstwu. Zasłania moje oczy abym nie dostrzegł dobra, które egzystuje na świecie. Nie pozwala, aby dotarły do mnie promienie słońca, powiew wiatru czy krople deszczu. Tłumi wszelki błysk nadziei, który miałby szanse dostać się z zewnątrz. Robi to wszystko pożywiając się resztkami siły, które jeszcze zostały zachowane. Cały czas rosnąc w siłę i coraz bardziej mnie odcinając. Ale wtedy przychodzi jej najlepsza przyjaciółka – refleksja. Refleksja. Jej nadejście zdaje się być zmianą, nie błyskiem nadziei, a całym oceanem światła, zmianą pustki w coś więcej. Zaczyna się pojawiać radość, że nie wszystko stracone, że może dam rade się ocalić z tego stanu nicości. Ale to nie jest moja przyjaciółka. Ona nie przychodzi z latarką, tylko z narzędziami chirurgicznymi i czystą, bezideową, bezcelową przemocą skierowaną w kierunku moim oraz innych ludzi. Otwiera mi siłą oczy i odsuwa pustkę na bok. Wzroku już nie można odwrócić. Teraz już wiem, że przyjaciółki przybyły nie z kłamstwem, a z prawdą. Dobro zniknęło. Nikt nie wie gdzie jest i choć każdy szuka nikt nie znajdzie. Uciekło z tego świata. Pustka i Refleksja są ostatnimi wiadomościami od dobra dla ludzi. Pustka przychodząc przygotowuje nas do zrozumienia rzeczywistego wyglądu świata, a Refleksja dopiero zaczyna swoją prawdziwą pracę, wykrawając z nas wszystko co dobre, pozwalając się pogodzić z wiedzą otrzymaną od pustki. Współpracują abyśmy przetrwali ten zatrważający zabieg ukazania prawdy tego świata. Wszak nie od dziś ludzie twierdzą, że lepsza jest najgorsza prawda od najlepszego kłamstwa. Jakże bardzo się mylą ci płytcy idealiści. Gdyby zrozumieli jaka jest prawda, jaka jest rzeczywistość, którą przykryli swoim najgorszym wrogiem – idealizmem, wtedy pojęliby, że wszystko co się dzieje na tym świecie, każde zachowanie człowieka, w stosunku do czegokolwiek innego bierze się tylko z altruizmu. Ale altruizm nie jest niczym więcej niż kryształowy egoizm. Pod pozorami czynienia dobra i przejmowania się losem innych, zaspokajamy własne potrzeby, ale nie przyznamy się nawet przed sobą samym, że tak jest. Ponieważ ludzie są tchórzami. Co prawda dzielnymi, inteligentnymi, mądrymi, ale nadal tchórzami. Wszystkie cechy które powinny być dobre są skierowane w złą stronę. Ale to nie z powodu, że zabłądziliśmy i na chybił trafił próbujemy postępować dobrze. Mimo że to robimy, tak naprawdę nie ma strony w którą powinniśmy się kierować. Po prostu nie rozumiemy czym jest dobro. Każda wybrana droga prowadzi nas prosto w objęcia śmierci, o której nawet nie jesteśmy w stanie zdecydować. Sieci przeznaczenia określają nasz los za życia, a na wieść, że wybieramy sobie warunki odejścia z tego nie najlepszego ze światów, odczuwamy wewnętrzną ulgę, a wręcz radość. Pierwsza i ostatnia decyzja w naszym życiu, wybór czasu i miejsca. Ale to również jest ułuda, o wszystkim decyduje plątanina sieci naszej niedoli oraz kostucha czekająca na śmierciarkę, która przyjedzie z naszą duszą. Zostajemy unicestwieni. Nigdy później już nie istniejemy. Jesteśmy – nie jesteśmy. Nie istnienie. Brak naszej myśli. I dlatego właśnie żyjemy i do tego nas przygotowuje pustka i Refleksja – do śmierci. A wszystkie czyny tych dwóch bratnich duszyczek są złudne tak samo jak złudne jest nasze postrzeganie dobra. Wtedy dostrzeżemy, że dobro istnieje, ale nigdy nie rozumiane właśnie w ten jeden, właściwy sposób. Że nieistnienie jest dobre, gdyż jest pozbawione zła. Powiecie, że dobra też nie ma. I to jest błąd. Niestnienie jest dobre. I to właśnie może być idea Boga. Nieskończone dobro do którego dążymy, raj w którym chcemy przebywać. To wszystko osiągniemy po śmierci. Dlaczego zostaliśmy wygnaniu z raju? Czyż to nagle nie stało się oczywiste? Każdy z nas jest Adamem, każda z nas jest Ewą. Wszyscy jesteśmy wyganiani z raju za błędy. To wygnanie na ziemi nazywa się cudem narodzin. Umierając wracamy do stanu sprzed narodzin. Do stanu nieistnienia. A skoro istnienie jest karą za wyrządzone zło, to nieistnienie musi być dobre.

Ale czym w takim razie jest nieistnienie? Skoro z nieistnienia zostaliśmy wykopani w istnienie, a na końcu wracamy do nieistnienia, to tak właściwie co mam na myśli? Tutaj musimy odpowiedzieć czym jest śmierć. Czy pamiętacie co się działo 11-12 miesięcy przed waszym urodzeniem się? A jednak się urodziliśmy. Z jakiegoś powodu płakaliśmy od urodzenia. Mamy unikalną osobowość, ale w tej unikalności jesteśmy identyczni. Jeśli wszyscy się różnią, każdy jest taki sam. Śmierć jest tylko zniknięciem jednostki. Jedna jaźń na ziemi przestaje istnieć. I dlatego to się nazywa nieistnienie, a nie pustka czy niebyt. Nieistnienie jako jednostka. Wracamy do masowej, nieskończonej jaźni, scalamy się na nowo ze swoim prawdziwym jestestwem. I jest to dobre, bo dobro mogło by zagościć na ziemi tylko po zjednoczeniu się wszystkich ludzi. A po śmierci właśnie wszyscy się jednoczymy. Tworzymy dobro, tworzymy Boga.

Ale czy naprawdę w to wierzę? Nie. Nie wykluczam, że tak jest, ale uważam to za równie prawdopodobne co rzeczywistość czy sny. Jest to jedna z wielu równie prawdopodobnych możliwości i szansa, że mam rację jest taka sama jak to, że otaczająca mnie rzeczywistość istnieje. Czyli 1 do ∞.



Kategorie:[T]eksty

Tagi: , , , , , ,

1 reply

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: