[T] Przyjaciele.

Wspomnienia to dziwny twór. Nie są jak film czy zdjęcie. Nie są również jak książka. Właściwie nie ma rzeczy do której mogłyby zostać porównane. Ciężko nawet opisać czym są. Edytowalnym zapisem naszego życia, a może wymyśloną historią? Zapisem czasu który nie istnieje czy tęsknotą umysłu za utraconym życiem? Wszystkie te pytania pozostaną bez odpowiedzi, a nasze wspomnienia umrą wraz z nami.

Niestety zachowujemy nie tylko szczęśliwe chwile, ale również te najgorsze. Te które wprawiają nas w zażenowanie, smutek, złość, melancholię i całą gamę innych uczuć. I z tych wszystkich najgorsze są te wspomnienia, które towarzyszyły naszej młodości i emocjom które wtedy były takie… inne. Powrót myślami do tamtych czasów budzi we mnie niedającą się niczym ugasić tęsknotę. Tęsknotę za uczuciami, które wtedy pojawiły się pierwszy raz i których już nigdy więcej nie odczuję. Tęsknotę za straconymi latami i wszystkimi rzeczami, jakie robiłem. Czas ucieka. Kurczy się przyszłość, rozszerza przeszłość, a teraźniejszość jest tak ulotna, że nawet nie możemy jej zaobserwować.

Mówi się „carpe diem”, ale po co? Im więcej odczuwamy, im więcej wspomnień tym więcej cierpienia. Nigdy nie wrócimy do czasów kiedy byliśmy młodzi, beztroscy, a świat stał przed nami otworem i nie wiedzieliśmy jeszcze którym. Cała przyszłość szans, nieograniczonych możliwości, wyborów – wszystko to było takie oczywiste. Mieliśmy osiągnąć wszystko co chcieliśmy, byliśmy niezniszczalni. Pierwsze miłości, imprezy, złamane serca, smutki. To było takie proste , delikatne i naiwne. Prawa rządzące światem jeszcze nas nie obowiązywały. Przyjaciele byli do końca życia, a nawet jeden dzień dłużej. A teraz po tym wszystkim pozostały wspomnienia. Przyjaciele zniknęli, a my znaleźliśmy sobie nowych. Ale to już nie to samo. Tamtych uczuć już nie ma. A my nie możemy ich przywołać. W gruncie rzeczy nie ma dobrych wspomnień. Wszystkie wspomnienia przywołują utracone chwile, a my możemy tylko obserwować jak bardzo się myliliśmy i jak bardzo tęsknimy za tym co było. I już nigdy się to nie zmieni.

Właściwie to przyszłość nie istnieje, a teraźniejszość trwa chwilę zbyt krótką żeby zauważyć. Całe nasze życie to przeszłość. A my tylko ją odkrywamy. I z nikim się nigdy nią nie podzielimy. Jesteśmy utkani z niemożliwych do oddania losowych scen do których dodawać możemy tylko nowe. Jaki sens tkwi w życiu skoro jest tylko przeszłością? Naprawdę istotnych rzeczy nawet nie pamiętamy. Kiedy ostatni raz bawiliście się w piaskownicy i już nigdy do niej nie wróciliście? Kiedy chodziliście ostatni raz po drzewach? Kiedy ostatni raz poczuliście szaleństwo młodzieńczej miłości? To już nigdy nie wróci. Przyjaciele mieli być do końca życia i jeden dzień dłużej. Może tak właśnie się stało, a my umarliśmy porzucając nasze uczucia i marzenia? Smutne jest to nasze życie w nieżyciu.



Kategorie:[T]eksty

Tagi: , , , , ,

6 replies

  1. Epikureizm.
    Większość ludzi nie panuje nad swoim umysłem i ciągle są albo w przeszłości (coś co jest już od dawna martwe), albo w przyszłości (która tak naprawdę jest jedną niewiadomą), zamiast skupić się na chwili obecnej, która z tych trzech istnieje naprawdę.
    Nieżyciem jest właśnie życie w przeszłości i przyszłości.

    Polubione przez 1 osoba

    • A jakby olać wszystkie trzy i zostać w świecie marzeń? Taki Piotruś Pan dla ubogich. Ewentualnie skoro istnieje chwila obecna tylko, to „róbta co chceta Boga nie ma”. Niestety epikureizmu jeszcze nie poznałem, ale ciągle się zbliżam, żeby w koncu po niego sięgnąć.

      Polubienie

      • Światem marzeń można nazwać właśnie przeszłość, jak i przyszłość i fantazjowanie na ich temat. Tylko po co, skoro to najczęściej budzi negatywne emocje? Po co marzyć o czymś, co i tak się prawdopodobnie nie spełni i mieć potem pod tym względem doła bo nasza rzeczywistość nie wygląda tak jak z naszego umysłu?
        Ludzie często to robią i jedyne co zauważyłem to strach. Strach przed przeszłością i strach przed tym, aby nie postąpić tak jak dawniej i nie stracić akceptacji bliskich.
        Sam tak robiłem i jedynie co to się nażarłem stresu i innego plugastwa. Żyć tu, wyrzucić wszelakie brudy, bo one tak naprawdę nas nie definiują i były jedynie jakimś błędem i robić to, co się uważa za słuszne, będąc w pełni sobą i nie raniąc innych, bo karma to suka i z doświadczenia wiem, że potrafi szybko wrócić. I to w takich momentach, w których byśmy tego bardzo nie chcieli. No i to ona najczęściej wbija ten ostatni gwóźdź do trumny…
        Życie jest za krótkie, aby tkwić w tym co jest złudzeniem i przynosi negatywne emocje.

        Polubione przez 1 osoba

        • Wyciągnęliśmy podobne wnioski z całkowicie różnych przesłanek. Staram sie żyć, tak jak uważam, że powinniśmy żyć. Bez krzywdzenia innych samymi będąc panem swojego losu. Ale ty epikurejczyk, a ja solipsysta(tak dla ułatwienia)

          Polubienie

          • Żaden epikurejczyk 😉 Jedno ze zdań z twojego tekstu przypomniało mi, że już ktoś w starożytnej Grecji tak uważał 😉 „Im więcej odczuwamy, im więcej wspomnień tym więcej cierpienia”. Bardziej bym siebie chyba buddystą nazwał.
            Najsmutniejsze jest to, że społeczeństwo żyje w marazmie. W strachu. I jedyne co im zostaje to jakieś tam piękne chwile, które wspominają przed śmiercią (o ile mają możliwość) zamiast żyć na pełnej kurwie i robić to, co podpowiada im serce, a nie społeczeństwo i ich schemat: narodziny, szkoła, zajebiste studia, najlepiej takie po których jest zatrudnienie i mega kasa ( nieważne, co chcesz robić, idź lepiej na tą uczelnie, bo tam masz pieniądze ( btw. znam osobę, która zawsze chciała projektować ogródki, a wybrała wgl inny kierunek swojego życia właśnie pod kasę. No i pewnie za jakiś czas przypłaci to zdrowiem, bo za bardzo podchodzi do tej fuchy emocjonalnie), jak sie dorobisz to wtedy możesz się spełniać), potem rodzina, dzieci, ta sama gadka i programowanie dzieciaków, że możesz być każdym ale po szkole średniej zmiana schematów myślenia i kierowanie do szkoły, po której jest kasa, wnuki i śmierć. I tak w kółko.
            Kurwa, życie nie jest jakieś straszne i ponure. To ludzie tak wszystko odbierają.

            Polubienie

    • tyle, że żadne „teraz” nie może istnieć w alienacji do przeszłości i przyszłości. przynajmniej w naszej logice. gdy mówię: „teraz” już to teraz wpycham w przeszłość, a gdy mózg zbiera się, by pomyśleć o „teraz”, wybiega w przyszłość. nie ma czegoś takiego jak teraz. a jeżeli jest, to gdzie i ile trwa? tak naprawdę, gdy byliśmy dziećmi, tez nie byliśmy w „tu i teraz”, tylko wtedy żyliśmy bardziej przyszłością, a teraz (teraz :D) przeszłością. jeżeli więc życie jest tylko w „teraz”, to znaczyć musi, że nigdy go nie było ani nie będzie. w czym w sumie jest nieco prawdy. ;p i żadne „korzystanie z życia” tego nie zmieni.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: