[T] Zjawa.

//Nie wiem czy powinienem to wrzucać, ale chyba już wszystko mi jedno, a od odrobiny prywaty jeszcze nikt nie umarł. W końcu po to ten blog założyłem. 

Uważam, że wszyscy rodzimy się samotni i tak samo samotni umieramy. Porzuceni przez ludzi i przez Boga. Do tej pory sądziłem, że chociaż przez życie możemy przejść nie będąc samotnymi. Jednak wydaje mi się, że popełniłem ogromną pomyłkę tak twierdząc. Życie powinno być synonimem samotności. Otaczamy się ludźmi, mamy rodzinę, przyjaciół, kolegów, znajomych, zawsze jest do kogo zadzwonić i pogadać, wyjść na piwo czy po prostu się spotkać. Ale to wszystko przemija. Zobaczcie jak łatwo się traci najlepszych kumpli. Wystarczy, że znajdą dziewczynę i już nie mają dla was czasu. Jak wy poznacie kobietę, to też nie będziecie mieć czasu dla kumpli, a na pewno nie tyle ile mieliście wcześniej. A czym innym jak nie samotnością, jest świadomość, że nie mamy na kim polegać? Niestety to nie jest tak, że problemy pojawiają się w tym magicznym momencie kiedy akurat wszyscy mają czas wolny i można się spotkać. Nikt nie ma zamiaru żyć waszym życiem, tak jak wy nie ma cie zamiaru żyć czyimś życiem. I to chyba doskonale pokazuje czym jest samotność.

Ludzie na których polegałem i sądziłem, że będą zawsze obok, że mogę na nich liczyć bez względu na wszystko i wszystkich, okazali się zupełnie inni niż myślałem. A znałem ich całe życie. Miała to być wieczna przyjaźń. Na nie jedną próbę nasze relacje zostały wystawione, ale zawsze dawaliśmy radę. Na pewno też wokół siebie macie takich ludzi. Ale niestety, nie ma równości. Nawet w takich przyjacielskich relacjach jest wykorzystujący i wykorzystywany. Po prostu tego nie widać. Ja zawsze byłem dla przyjaciół. Nie ważna pora dnia czy nocy, odległość, problem. Dostawałem informację – pojawiałem się. W końcu byli moimi przyjaciółmi. Liczyłem, że zrobią dla mnie to samo. Jak ja bardzo się myliłem. Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że tyle zaufania pokładałem w zwykłych ludziach-zwierzętach. Pół polski potrafiłem przejechać żeby pomóc. Tak sam z siebie, bo dla przyjaciół zrobiłbym wtedy wszystko. Jednak przyszedł czas, że ja byłem w potrzebie. Zwaliło się za dużo na głowę, nie dałem rady i pękłem. Każdemu się zdarza. Ale czy to cokolwiek znaczyło dla reszty? Jeśli odpowiedzieliście twierdząco, to podziwiam was za optymizm życiowy. Zostałem oblany wiadrami gówien i pretensji. Zresztą dołączyli do nich nawet ludzie, którzy zgotowali mi ten los. Wszyscy w momencie największej i jedynej potrzeby jaką miałem nagle stali się zajęci wszystkim tylko nie rozmową ze mną. Nie wiem czy wiecie jak boli zdrada bliskiej osoby. I nie mam na myśli zdrady, bo ktoś się z kimś prześpi. Ale zniszczenie, zdeptania, zdewastowanie, utylizacja wiary w człowieka. Tym mi odpłacili za lata troski i pomocy. Jak już doszedłem do siebie, nagle wszyscy znaleźli czas. Wcześniej byli zajęci? Możliwe. Ale odezwali się wtedy, gdy oni znowu potrzebowali pomocy. Do tej pory zawsze wracałem, nie ważne jakie świństwo mi kto zrobił. Czy byłem traktowany jak nic nieznaczący kawałek chuj wie czego, czy traktowali mnie jak śmietnik na własne emocje z którymi sobie sami nie dawali rady, a jeszcze inni jako śmieszka, który zawsze wpadnie, poratuje, posiedzi pogawędzi, a potem sobie pójdzie i można o nim zapomnieć dopóki znów nie będzie się miało ochoty z nim spotkać. Wiedziałem o tym, zdawałem sobie z tego sprawę, ale wracałem, nie gniewałem się, w końcu to byli jedyni ludzie, którzy byli mi bliscy. Czy wiecie jak boli, jeśli siedzicie przez tydzień, non stop online, a jedyna wiadomość jaką dostajecie od przyjaciół to jest „siema, słuchaj mam problem”. Może dlatego przy nich właśnie trwałem. Bo mi ufali, zwierzali się, a ja miałem poczucie, że coś znaczę w ich życiu. Że nie jestem samotny. Niestety okazało się, jak już wspomniałem pewnie nie raz, że to tylko ułuda. Zostałem porzucony kolejny raz. „Napiszę jak znajdę chwilę czasu”. Ok, czekam. Minął miesiąc, minął urlop, ale nie mój, pojawiły się setki postów w każdym możliwym miejscu, zdjęcia, no po prostu sielanka, wolność i spokój. Ale to był szczęśliwy czas. Więc w szczęśliwym czasie nie ma miejsca dla mnie. Ja jestem jak przychodzi nieszczęście. Jestem? Raczej byłem. To jest koniec. Umarłem. Porzucony przez wszystkich, porzucony przez Boga, nawet szatan mnie nie chce. Mój największy strach – strach przed odrzuceniem, przestał być tylko mglistą zjawą prawdopodobieństwa. Przybrał formę i uderzył we mnie całą swoją mocą. Przybrał formę człowieka. Homo interficiens.

Zostałem złamany. Nie jestem w stanie się podnieść. Walczę od pewnego czasu. Staram się, ale nie daje rady. Czasami lepiej jest się poddać niż prowadzić beznadziejną walkę z całym światem. Nie ma przyjaźni, rodziny, Bóg też nie odpowiada. Jestem tylko ja wśród całego świata ludzi. Zraniony pies, przywiązany do drzewa obok domu, do którego właściciel wychodzi tylko by go kopnąć i poprawić sobie humor. Ale w końcu, mam nadzieję, łańcuch się zerwie, a pies zamiast cieszyć się jak zwykle, w końcu rzuci się i rozszarpie gardło swojemu przyjacielowi.

„Strzeżcie się gniewu cierpliwego człowieka”.



Kategorie:[T]eksty

Tagi: , , , , , ,

3 replies

  1. Pokochaj siebie. Samotność jest w nas wpisana, a skoro nienawidzisz samotności to tak naprawdę nienawidzisz chwili, w której jesteś zmuszony być sam ze sobą. Warto to zmienić, bo życie jest krótkie i przejdziesz je tak czy siak w swoim ciele. Nie warto. Zacznij siebie szanować i kochać, śledź to co masz w sobie i wypierdalaj z automatu negatywy (bądź świadomy swoich myśli i je po prostu obserwuj), a rezultat dostaniesz szybko. To co w środku to i na zewnątrz.
    Kiedyś miałem zajebisty problem z gniewem i zawsze przez to wpierdol wyłapywałem, lecz w pewnym momencie zmieniłem myślenie. Panowałem nad emocjami a gniew neutralizowałem. Po jakimś czasie ludzie zaczęli normalnie do mnie podchodzić i tak dalej. Problemy zniknęły.

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja to robię, problem jest w tym, że nie mogę całe życie dyskutować sam ze sobą. Fajnie czasami z kimś pogadać, agresji jest we mnie zero i naprawdę nie wiem co robię źle, że zawsze się tak samo kończy. Ale cóż, pogodziłem się z tym, ale nie zmienia to faktu, że przyjemne to nie jest.

      Polubienie

  2. Twoja dusza chciala wlasnie tak siebie w zyciu przetestowac…. a najlepsza relacja to ta z samym soba

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: