Kim jestem?

Odpowiedź na to pytanie zawsze dostarczała mi trudności. Zresztą tak samo jak pytania na rozmowach kwalifikacyjnych o moje zalety. Wierny jak pies chyba nie jest najlepszą odpowiedzią. Zbliżam się do wieku, w którym moje życie straci ostatnią resztkę sensu. Wpadnie 3 na początku. Jak do tej pory osiągnąłem całkowite nic. Zapewne już tak zostanie. Moja nastawienie do życia jest bardzo optymistyczne – żyje. Cała reszta zmierza raczej do -∞ niż do 0. Nie należę do osób normalnych. Znaczy ja uważam, że jestem normalny tak bardzo jak tylko się da, a społeczeństwo, ludzkość i cała cywilizacja oszalała. Oczywiście jest to duże uogólnienie.

Sensem mojego istnienia stało się „być”, a nie „mieć”. Z tego powodu, prowadzę bezsensowną, jednoosobową wojnę ze wszystkim i wszystkimi. Ale nie z każdym osobno. Chyba nie macie mnie za szaleńca, co? Prowadzą wojnę tylko z dwoma przeciwnikami. Pierwszym jestem ja sam. Drugim rzeczywistość. Jednoosobowa krucjata przeciw światu. Jak bardzo to jest romantyczne? Niestety walka jest skazana na przegraną, ale uważam, że celem życia jest gonienie króliczka, a nie jego złapanie. Można więc powiedzieć, że w pewien sposób się spełniam.

Pozostaje jeszcze kwestia samego życia. Jak wspominałem podejście mam optymistyczne, bo żyję. Ale nie przystosowuję się do społeczeństwa, norm i innych sztucznych tworów ludzkości z jednego prostego powodu. Nie pchałem się na ten świat, zostałem zmuszony do tego, a nigdzie nie klikałem, ani nie podpisywałem, że akceptuję warunki umowy. A i tak jestem zmuszany do ich przestrzegania. Nie brzmi to zachęcająco. Ale całkowite odrzucenie nie wchodzi w grę. Jeść trzeba. Wybieram dlatego tylko to co mi odpowiada, kwestionując i podważając resztę.

Ten tekst się jeszcze zmieni.

%d blogerów lubi to: